Gorące tematy: Wybory Parlamentarne 2019 Ryszard Opara: „AMEN” Dyżury administratorów RSS Kontakt
Uwaga! Wygląda na to, że Twoja przeglądarka nie obsługuje JavaScript. JavaScript jest wymagany do poprawnego działania serwisu!
211 postów 2679 komentarzy

Zwiastun Świtu

Mind Service - Poszukuję, badam, odkrywam, uświadamiam, prowokuję.

"Wiem, że nic nie wiem" - jako istota poznania

ZACHOWAJ ARTYKUŁ POLEĆ ZNAJOMYM

- Gdy niewiedza jest nam potrzebna.

Pewien człowiek myślał, myślał, myślał tak długo, że w końcu doszedł do wniosku, że jedyne co wie, to to, że nic nie wie... - Sokrates mu było. A wiedza jak wiemy to rzecz ważna, dla niektórych nawet święta. Ten starożytny myśliciel wykombinował sobie, że wiedza jest największą i najcenniejszą cnotą. No bo jeśli ktoś wie, to posiada wiedzę o tym, co jest dobre, a co złe, i dlatego nie może czynić źle. Czy do słusznych wniosków doszedł - nie wiem, ale na razie to zostawmy. W każdym bądź razie wiedza według Sokratesa jest gwarantem moralnego i etycznego postępowania.

A co z niewiedzą? Co oznaczają jego sławne słowa „wiem, że nic nie wiem”? - Po prostu oznaczają świadomość własnej niewiedzy. Czyli, że gdy czegoś nie wiemy i mamy tego świadomość, to znaczy, że posiadamy wiedzę o własnej niewiedzy. A to już coś.

Do podobnych wniosków doszedł parę lat temu Donald Rumsfeld - sekretarz obrony Stanów Zjednoczonych w latach 2001–2006. Podczas briefingu prasowego 12 lutego 2002 roku zaskoczył wszystkich takim oto stwierdzeniem: "Mamy znane wiadome. Rzeczy, o których wiemy, że je wiemy. Wiemy również, że istnieją znane niewiadome. Innymi słowy, wiemy, że są pewne rzeczy, których nie wiemy. Ale są również nieznane niewiadome – takie, o których nie wiemy, że ich nie wiemy". Po angielsku brzmiało to tak: "As we know, there are known knowns; there are things we know we know. We also know there are known unknowns; that is to say we know there are some things we do not know. But there are also unknown unknowns – the ones we don't know we don't know".

Czy Rumsfeld odkrył coś nowego? - Chyba nie. Ale ważne jest to, że tą naszą niewiedzę nazwał i określił gdzie się skrywa.

Przyjrzyjmy się teraz temu jak poznajemy, jak zdobywamy wiedzę o czymś, o otaczającym nas świecie, o nas samych, itd. Prawdopodobnie jest tak, że cały czas jesteśmy przekonani, że jednak coś tam wiemy. Może mało, może nie tak coś rozumiemy jak trzeba, ale to jest jednak coś, a nie nic. I dążymy cały czas do tego, aby poznać i zrozumieć więcej. Ugruntować swoją wiedzę. Dlatego uczymy się, studiujemy, czytamy, oglądamy programy publicystyczne i popularno-naukowe w TV, rozmawiamy i słuchamy innych... Niekiedy nawet mamy świadomość tego, że może się mylimy? W takim ujęciu dążenie do wiedzy to bezustanna weryfikacja danych, aktualizacja informacji, ciągłe poprawki. A w międzyczasie nasz mózg uzupełnia miejsca niedookreślone, czyli braki w naszej wiedzy swoimi wymysłami. - Tak oto tworzymy nasze przekonania.

Może tak jest, a może ten proces poznawczy jest inny lub bardziej skomplikowany, ale to w tym momencie jest nieistotne. Istotne jest zaś to, że mając pewną bazę, pewien zakres pojęć, definicji i przekonań ciągle dokładamy do tego co już jest, pozbawiając się w ten sposób możliwości zakwestionowania tych błędnych paradygmatów, które nam blokują proces weryfikacji i możliwość rozpoczęcia badań i wniosków od nowa, bez dotychczasowych znaczeń i możliwych przeinaczeń.

Potrzeba zakwestionowania podstaw tego co wiemy, przedefiniowania dotychczasowych pojęć i dogmatów naukowych nie jest postulatem aż tak bardzo współczesnym - liczy już przynajmniej sto lat. Edmund Huserl zauważył, że podważanie obiektywności i prawomocności wiedzy, prowadzi do relatywizacji jej osiągnięć i kończy się beznadzieją sceptycyzmu. I temu Huserl zapragnął się przeciwstawić. Postanowił poszukać takich podstaw wiedzy, które stanowiłyby jej stabilny i niepodważalny fundament. Sama nauka mająca dawać pewne fundamenty dla innych nauk sama musi być bezzałożeniowa, ponieważ każde założenie może budzić wątpliwości, jest arbitralne i może być kwestionowane - zdecydował więc, aby tego wszystkiego się pozbyc. Ta nowa metoda powinna być niejako tylko opisowa - jedynie ma mówić nam o tym, czy i jaki jest świat, ale nie zakładać z góry jego istnienia i formy. Założył, że to co jest trwałe, podstawowe i niezmienne, to nie są zjawiska, ale istota (eidos). Istoty rzeczy wg niego są uchwytywane przez świadomość w prostym akcie naoczności, co ma umożliwiać intencjonalny charakter świadomości. I teraz to, co jest kapitalne: akt bezpośredniej naoczności wymaga rezygnacji z pośrednictwa pojęć. Ten postulat nazwał "powrotem do rzeczy samej". Krótko mówiąc rezygnacja z posługiwania się pojęciami intelektualnego oglądu skłania nas ku postrzeganiu intuicyjnemu.

Fajnie i przekonująco to nawet brzmi, ale niewiele z tego dla nas wynika. Bo intuicją co prawda się posługujemy, ale tego sobie nie uświadamiamy. W jaki sposób w ogóle może działać intuicja?

Pewne światło na to zagadnienie rzucił rosyjski biofizyk i biolog molekularny Piotr Garjajev, który ze swoim zespołem badał wpływ wibracji na zachowanie DNA. Zwróćmy uwagę na słowo "wibracje". Garjajevowi udało się przemodulować pewne wzorce częstotliwości dźwięku i zaobserwować wpływ tego zmienionego strumienia dźwiękowego na częstotliwości w jakiej drga nasze DNA. Po prostu określona fala dźwiękowa była w stanie wpłynąć na ludzki kod genetyczny. Jak wyjaśnia Garjajev żywe DNA (w żywej tkance) reaguje na modulowane słowami promienie laserowe, a nawet fale radiowe o odpowiedniej częstotliwości.

Ci rosyjscy naukowcy odkryli także, że nasze DNA może powodować zakłócenia, tworząc w ten sposób tunele czasoprzestrzenne. Dali Bóg nie wiem jak do tego doszli, ale podają, że postrzeganie pozazmysłowe i intuicyjne może się odbywać poprzez te tunele czasoprzestrzenne. Z fizyki wiemy, że tunele czasoprzestrzenne są mikroskopijnymi odpowiednikami tzw. mostów Einsteina-Rosena w pobliżu czarnych dziur, jakie pozostały po wypalonych gwiazdach. Te połączenia mogą łączyć różne obszary Wszechświata. Mogą przez nie być przekazywane informacje poza czasem i przestrzenią. I taką drogą DNA może przyciągać te porcje informacji i przekazywać do naszej świadomości.

No więc, jeżeli jest tak, iż to co do tej pory nie wiedzieliśmy teraz znalazło wytłumaczenie, to oznacza całkowity przełom w komunikacji między ludźmi, w rozumieniu istoty naszej integracji z rzeczywistością i życia we Wszechświecie. Ale to nie wszystko - to wymaga przedefiniowania naszego człowieczeństwa. No bo kim/czym jest człowiek? Istotą fizyczno- duchową? No to gdzie w ludzkim ciele skrywa się duch, czy dusza? A może jesteśmy duszami uwięzionymi w ludzkim ciele? - Na czas pobytu na Ziemi, bo jeśli dusza ludzka jest nieśmiertelna i istnieje reinkarnacja?...
I jak ta nasza dusza może istnieć poza naszym trójwymiarowym światem, i poza czasem - co najważniejsze? A dlaczego jesteśmy przekonani, że tych wymiarów jest tylko trzy?

 

KOMENTARZE

  • @MS
    Dobry wieczór

    Interesujące...

    Pierwszy mój kamyk do sokratesowego "wiem, że nic nie wiem".

    Determinantą naszego poziomu niewiedzy jest nasz aparat pojęciowy jaki posiadamy w danym momencie danej epoki.

    Co mamy zrobić z czymś, gdy jak to zaleca Huserl, beznamiętnie to obserwujemy, a nie potrafimy tego nazwać, bo nie mamy tego w naszym zasobie pojęciowym.
    Dlatego dla większości ciągle taka abstrakcyjna jest mechanika kwantowa.
    Chomsky zwracał na to uwagę, jak w naszym myśleniu ważna jest konieczność nazwania czegoś.

    Co do tych ruskich wynalazków - wibracje DNA i czarne dziury, to chyba sam się z tego śmiejesz.
    Już wolę wyznawaną przeze mnie koncepcję, że świadomość i myślenie to zjawiska transcendentalne.
    A kod DNA to tylko klucz do budowy powłoki cielesnej człowieka z zachowaniem dziedzicznej tożsamości.

    Znacznie bardziej interesujący jest mDNA - mitochondrialne DNA. I to, że mitochondria są w każdej naszej komórce i pełnią ogromną rolę. A DNA mają inne. Potwierdza się teoria endosymbiotyczna? I kto wówczas jest panem, a kto sługą?

    Czyli wiem, że nic nie wiem ;-)
  • @Janusz Kamiński 02:05:11
    "Chomsky zwracał na to uwagę, jak w naszym myśleniu ważna jest konieczność nazwania czegoś.
    "
    "Konieczność nazwania czegoś" jest konieczna i wynika z działania mózgu.
    Nazwa czegoś jest formą adresowania przy skojarzeniach.
    Jak coś nie ma nazwy to nie ma adresu i nie ma do tego czegoś dostępu w mózgu bo z niczym się nie kojarzy a mózg to rozbudowana sieć skojarzeń (skojarzenie to tablica adresów czyli kontekstów). .
    Nie wszystkie nazwy są werbalne.
    Istnieją grupy adresów "odczuwalnych" pamięć uczuć, odczuć, wrażeń...
    to też adresy używane w skojarzeniach często niewerbalnych lub opisywanych dłuższymi formułami zastępczymi.
  • @Oscar 08:04:14
    Bardzo słuszne uwagi.

    Chciałem właśnie podkreślić, że w przeważającej większości myślimy "słowami".
    Natomiast skojarzenia, lub inaczej asocjacje głownie dotyczą naszych wspomnień, czyli pamięci.
    Bywa tak, że jakiś zapach, sytuacja, może uruchomić cały skomplikowany ciąg pamięciowy. I to z pamięcią wszelkich odczuć zmysłowych i emocji.
    Skrajnym fenomenem jest tutaj déjà vu .
  • @Oscar 08:04:14
    https://m.neon24.pl/868059386378a92fcc04baf2017b3090,14,0.jpg
    Nie wydaje mi się, aby to była prawda
    Konieczność nazwania czegoś występuje w komunikacji werbalnej, bowiem tylko tam występuje potrzeba odwzorowania wyobrażenia na pojęcie, a to pojęcie nazwane, aby mogło być przekazanane, a tam z powrotem odzorowane na pojęcie, a potem na wyobrażnie w umyśle odbiorcy. Wyobrażenie "odebrane" jest siłą rzeczy różne od "nadanego".

    Nie wiem co to jest "sieć skojarzeń", raczej myślę o epizodach poszczególnych skojarzeń.

    Nie wydaje mi się, aby można było mówić o adresach. Umysł poszukuje na podstawie zawartości, raczej można porównywać to do wpisania w Google tekstu i szukania odpwiedzi, gdzie ten tekst występuje. To, że w rezultacie Google podaje adresy wynika z naczego pytania, ale najpierw szuka tekstu, dokładnie jak my wpisując go w okienko wyszukiwania.

    Tak więc nie ma potrzeby wprowadzania pojęcia adresu do idei pamięci skojarzeniowej. Nawet jakby się upierać, że wszystko musi być gdzieś przechowywane, to adresy owych miejsc nie są do niczego potrzebne, bowiem szuka się zawartości, przeszukując wszystkie. Nie mówiąc już o tym, że można teoretyzować i założyć, że nic nie jest przechowywane w stałym miejscu, tylko przenosi się "jak wir na wodzie", i po pewnym czasie ulega rozproszeniu, stąd zapominanie.

    Kiedyś był taki wyklęty okulista, który twierdził, że oczy są częścią mózgu, i bynajmniej nie działają jak aparat fotograficzny w celu ustawienia ostrości, bowiem nastawiają "ostrość" nie tak, aby obraz był ostry, tylko tak, aby pozyskane wrażenie obrazu przypominało wcześniej utrwalone. Widzimy więc nie oczami, tylko wyobraźnią przy użyciu pamięci.
  • @Janusz Kamiński 08:18:31
    https://m.neon24.pl/868059386378a92fcc04baf2017b3090,14,0.jpg
    Myśllimy słowami, jeśli chcemy coś zwerbalizować w celu komunikacji, lub dowodu. Niestety, nie potrafimy udowadniać pozawerbalnie, bo nikt nas tego nie uczył, zresztą nie było takiej potrzeby.

    Do naszych wewnętrznych potrzeb, myślnie słowami jest nam niepotrzebne. Zresztą, słowa wędrują tylko po części mózgu, reszta w ogóle ich nie zna.
  • @interesariusz z PL 10:06:33
    Daj sobie wreszcie spokój.

    Ja nie jestem nauczycielem starszaków by uczyć współczesnej medycyny, kognitywistyki, czy filozofii.

    Chcesz odpowiedzi,lecz w pewnych obszarach jesteś tak "surowy", że trzeba by tobie wykładać kolejne abecadło.

    No, ale musisz dać głos. Napisałem - mania.
  • @Janusz Kamiński 11:05:48
    https://m.neon24.pl/868059386378a92fcc04baf2017b3090,14,0.jpg
    Pozostaje mi tylko Cię ignorować.

    Jesteś jak francuska akademia nauk, która kiedyś uchwaliła, że w niebie nie ma kamieni.

    Nie zachowujesz się również w akceptowalny sposób. Jeśli ja jestem maniak, to Ty jesteś cham.
  • @interesariusz z PL 10:06:33
    "
    Do naszych wewnętrznych potrzeb, myślnie słowami jest nam niepotrzebne. Zresztą, słowa wędrują tylko po części mózgu, reszta w ogóle ich nie zna.
    "
    Ja sądzę że jednak nawet gdy nie werbalizujemy to nadajemy "obiektom", uczuciom, stanom... określone nazwy, "słowa" niekonieczne z repertuary tych werbalnych. I to ich używamy do wewnętrznych rozważań.
    Katalog werbalny pochodzi od konieczności wymiany myśli i to jest wspólny kod między osobnikami.
    Ten wspólny kod jest wykorzystywany do myślenia bo po co wewnętrznie nadawać kotu inną nazwę jak i tak Kot to kot.
    Tak się dzieje gdy mówimy w obcym języku a myślimy ciągle jeszcze w swoim macierzystym... to tak jak czytanie literka po literce... nie jest wygodne i znacznie spowalnia "transmisję"

    Mamy alfabet niby fonetyczny ale czytamy go albo sylabami (nie literami) albo całymi wyrazami czyli rozpoznajemy ich obrazy graficzne...i te dopiero konwertujemy na fonetykę.

    Wielu potrafi czytać całymi linijkami tekstu czy całymi zdaniami.
    a najlepsi potrafią zobrazować sobie obraz całej strony i wewnętrznie zdekodować go fonetycznie.. niekoniecznie głośno ale dla zrozumienia przekazu.
    Wszystko jest kwestią treningu czyli wykreowania w mózgu wyspecjalizowanych "procesorów" pod takie zadania.
  • @Oscar 11:53:53
    https://m.neon24.pl/868059386378a92fcc04baf2017b3090,14,0.jpg
    "nie werbalizujemy to nadajemy "obiektom", uczuciom, stanom... określone nazwy, "słowa" niekonieczne z repertuary tych werbalnych"

    Oczywiście, mogę powyższemu zdaniu nadać nazwę, mogę też nadać równoważne określenie identyfikujące, np. myśl Oskara, albo mogę pozastawić jak jest wrzucona do pamięci. Ostatecznie można przecież uznać, że nazwą powyższego jest całe zdanie, czyli nazwa staje się tożsama z zawartością. Tak jest w przypadku obiektu zwerbalizowanego.

    Pytanie, czy można mieć myśli niewerbalne? Czy może odczucia, przekonania niezwerbalizowane nie są myślami? Czy one mają nazwy, adresy?

    Mi się wydaje, że używamy tych "myśli" wprost, nie używając identyfikatorów. Są rozpoznawane w całości, i zestawiane z innymi w całości, pokrywają się, w porządku, kształt nie ma znaczenia, nie tylko nie jest zwerbalizowany, ale nawet rozpoznany. Nie musimy wiedzieć, jaki kształt ma liść, aby powiedzieć, że jest taki sam jak drugi, wystarczy je przyłożyć i popatrzeć pod światło. Istotne jest podwójne pokrycie, bez żadnych luk, a nie rozpoznanie kształtu.
  • Było by wielkim Twoim osiągnięciem
    gdybyś słowa Sokratesa potraktował jako swoje.
    Z twoich wypowiedzi wynika bowiem, że Twój ogląd świata jest jedynie słuszny i prawdziwy.
  • @interesariusz z PL 13:01:56
    Ja bym szedł w kierunku obrazów.
    Myśl jest formą obrazu, myślmy obrazkami przy czym to nie są obrazy optyczne ale obrazy skojarzeń, powiązań między obiektami posiadającymi nazwę (nazw to można powiedzieć skrót myślowy danego obiektu).
    "kot" to nazwa werbalna ale to skrót myślowy do całkiem złożonego obiektu (czyli kontekstów do "kota").
    Mózg czyta obrazami, interpretuje obrazy i chyba myśli "obrazami"..
  • @Oscar 14:08:54
    Trywializuje...
    Samo pojęcie "wyobrazić sobie" dowodzi że o tym ludzie wiedzą od "zawsze".
    Wyobrazić sobie w istocie to jest to samo co "uświadomić sobie"
    czyli wywołać w mózgu odpowiedni obraz który możemy już interpretować cały lub jego fragmenty czyli konteksty czyli obrazy pochodne... i tak możemy podążać ścieżką tych kontekstów wędrując po naszej wiedzy... lub korelując obrazy przywoływane np przez czytaną książkę z naszymi kontekstami.
    Wędrując po kontekstach możemy odkrywać nowe konteksty zależności i uzupełniać nasze obrazy o nowe konteksty czyli o nową wiedzą , świadomość relacji, zależności....

    Ciekawe rozważania..
  • @Oscar 14:23:22
    https://m.neon24.pl/868059386378a92fcc04baf2017b3090,14,0.jpg
    Ja na to patrzę inaczej, może z perspektywy doświadczeń z wybrażaniem sobie,
    podstawowym znaczeniem "wyobrazić sobie" jest wywołanie w mózgu obrazu, zamykamy oczy i wyobrażamy obraz - widzimy,
    w języku potocznym oznacza to przyjmij do wiadomości, zakonotuj sobie przekaz werbalny tak, jakby pochodził z osobistego doświadczenia, a nie przekazu,

    uświadomić sobie, to co innego. Na przykład dostrzeż związek między tym a tym.

    Wracając do kota. Patrzymy i spostrzegamy kota. Najpierw rozpoznajemy że to jest kot, zanim będziemy w stanie powiedzieć, że to jest kot. Całkiem inna sprawa, gdy widzimy np. karykaturę kota. Musimy przeanalizować rysunek i drogą pewnego rozumowania ustalić, że ten bohomaz to kot. Najpierw przychodzi nam do głowy, że to kot, a potem dopiero go widzimy jak należy. Jest wiele podstępnych obrazów, w których widzimy to, co sobie uzmysłowimy, jak tracimy obiekt danego typu z obszaru uwagi, to przestajemy go widzieć, mimo że nie oderwaliśmy wzroku od obrazu.

OSTATNIE POSTY

więcej

ARCHIWUM POSTÓW

PnWtŚrCzPtSoNd
   1234
567891011
12131415161718
19202122232425
262728293031 

ULUBIENI AUTORZY